Śniło mi się, że jadę do Świnoujścia. Budzę się, a tu Warszawa i autobusy zapłakane deszczem. I trzeba iść do pracy. Ech…
Na pocieszenie macham wszystkim moją zoperowaną łapką. Wczoraj chirurg odciął z mojego palucha łaciński kawałek
i zacerował go niebieską nitką. No to heyah!
Wieczorem zostałam szczęśliwą matką trzydziestoosobowej nadmorskiej trzódki (o czym Martyna poinformowała mnie smsem). [...]

