Obejrzałam w telewizji retransmisję opolskiego koncertu Lady Pank. Koncert nie byle jaki, bo zespół świętuje 25 urodziny.
Na estradzie Janusz Panasewicz zaśpiewał pierwszą piosenkę i… udało mu się wydobyć z siebie zaledwie kilka czystych dźwięków. Z kolejnymi utworami było jeszcze gorzej, już nawet melodia nie zgadzała się z pierwowzorem. Zamglone oczy, nieskoordynowane ruchy… Czyżby to potwierdzało plotki o problemach muzyków z Lady Pank?… Publiczność z niezachwianym entuzjazmem przez cały wspierała Panasewicza śpiewem i oklaskami.
W tle wokalisty – Jan Borysewicz. Wyjątkowo skupiony na swojej grze, jakby nieobecny, jakby zawstydzony…
Wschodzące gwiazdki polskiego show-biznesu przyzwyczajają nas do żenującego poziomu występów na żywo. Reakcją bywa zwykle śmiech i żal pieniędzy wydanych na bilet.
A mnie jest smutno, bo wiem, że Lady Pank mógłby być dziś w takim punkcie jak Bajm czy Perfekt – kapele, którym przybywa lat i nie ubywa klasy. A mnie jest żal spadających gwiazd, bo wiem, że wraz z nimi gasną tęsknoty ich pokolenia.
Wieczorem zaglądam do Irish Pubu na Miodową. Tutaj też koncert – Marcin Rychcik z zespołem. Grają covery z repertuaru Dorrsów, Stonesów, Presleya, Elektrycznych Gitar. Patrzy na nich kilkunastu, może kilkudziesięciu, pewnie w większości przypadkowych słuchaczy. Też wspierają wokalistę śpiewem i oklaskami…
Szkoda, że nie można w magiczny sposób zamienić miejscami takich zespołów. A może i dobrze? Może dzięki temu ratujemy normalność młodych, zdolnych, którzy jeszcze pamiętają, po co wychodzą na scenę. I tak trzymaj, Marcinie…
1 komentarz
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz


Nie bój się, Panas jest wspaniałym wokalistą, a Opole to był wypadek przy pracy ( podobno miał problemy z odsłuchem, a akustyka też nie była najlepsza). Porównaj sobie koncert opolski Lady Pank z Sopot Festival 2007, widać mi8ędzy nimi niebagatelną różnicę.
Żal, że porównujesz Lady Pank do Perfectu, nie mówiąc już o Bajmie, którzy na obecną chwilę nie dorównują Pankom. Widać, że zasugerowałaś się tylko tym jednym, felernym koncertem. Pozdrawiam