13-go…

…dziś i za 30 lat…

W autobusie linii 117

…słyszałam taką rozmowę. Właściwie pół rozmowy – telefonicznej – z jednej tylko strony:

Szatan i pierogi z betonem? Wiedziałem. Wiesz, chyba będę mógł się dziś kopsnąć na ten koncert. Na czym? Na syntezatorze? Kot przemierzający kosmos na syntezatorze, chciałbym to zobaczyć. To lepsze niż królik z naleśnikiem na głowie…

Michaił Bułhakow i Lewis Caroll musieli mieć tego samego dilera…

Anielskie sprawki

Bo Anioły trzeba popierać!

Jestem grzeczną dziewczynką!

Najspokojniej w świecie wracam z pracy do domu i zastaję pod drzwiami… Świętego Mikołaja! No, z tego to na pewno nie wytłumaczę się przed sąsiadami. A może uwierzą, że jestem grzeczną dziewczynką? Nie uwierzą…
Z braku mleka i ciasteczek nakarmiłam Świętego frytkami i sałatką z wędzonego kurczaka z ananasem. Żeby nie było, że zasłużyłam jedynie na rózgę :)

Ojej…

Podróżna lekcja teatru

Już nawet nie pamiętam, ile to lat temu? (siedem, może osiem…) Już nie pamiętam, dokąd jechał ten pociąg? (do Wrocławia albo do Opola…)

Ja – w drodze do Brzegu na konkurs recytatorski, on – reżyser w podróży z żoną aktorką. Poza tym pusty przedział. Wiszący kostium estradowy z piórami zainteresował go na tyle, że zapytał: dokąd, po co, jaki monodram?

A potem była lekcja teatru. Jego teatru. Teatru dla ludzi. Teatru prostego, chociaż nie prostackiego, efektownego (zdaniem niektórych efekciarskiego). Mówił z przekonaniem, z pasją. Że reżyser nie może czuć się lepszym i mądrzejszym od widza. Że teatru, na miłość boską, nie robi się dla dobrych recenzji, że z miłości, ale nie do krytyków…

Tamten siwy pan, z głową pełną jeszcze artystycznych wizji, za którą nie nadążały jego zmęczone nogi, wydawał mi się wtedy ekscentrycznym staruszkiem, którego epoka już minęła. Ale…

Jaki byłby naród bez Teatru Narodowego Adama Hanuszkiewicza? Jak bardzo teatr stałby się powszechny bez jego Teatru Powszechnego? Jaki byłby nowy teatr bez jego Teatru Nowego?

Żył jak chciał… – także na scenie. Bez sceny nie żył. Jeśli robił teatr za mało przeintelektualizowany i przeliteraturalizowany, panowie modni reżyserzy, to przynajmniej rozumiał go ktoś oprócz niego…

Tyle zapamiętałam z tamtej kilkugodzinnej lekcji między Warszawą w Wrocławiem… albo Opolem… siedem albo osiem lat temu…

Świnia na plan!

- W scenopisie? Znajdź mi to w scenopisie.
- Proszę. „Kiedy wjechali na wyniosłość drogi, oczom ich ukazał się las.”
- Przewróć stronę.
- O, k…
- Czytaj!
- …oczom ich ukazał się las… krzyży.

Na szczęście w tym scenopisie była wieś i Maciek znalazł wieś, na dalekim Żeraniu, pomiędzy osiedlem willowym a halami fabrycznymi. Ku uciesze tubylców ekipa wypakowała sprzęt (wózek kamerowy, szyny, kamerę, mikrofon, blendy i różne takie), a na środek całkiem zielonej jeszcze łąki (dokładnie odwrotnie niż w grudniu 1981) z fasonem zajechał pomarańczowy maluch.
Kręcimy „Świnię”…

Potem przenosimy się na Bródno, w miejsce, gdzie wiatr ma pętlę i… aktorzy mają przerwę, aktorzy czekają, aż się ściemni, bo w scenopisie godzina policyjna. Więc aktorzy drzemią w samochodzie, bo co robić w takim miejscu i w dodatku w takich kostiumach?

A potem znowu gramy, i my, i maluch, i milicjanci:

A najbardziej gra świnia… znaczy się babcia… znaczy się…

Zapraszam na premierę!

CopyRIGHT

Ktoś musi zostać w pracy, żeby… Wróć! Ktoś musi iść do domu, żeby ktoś mógł zostać w pracy… Ktoś musi robić rzeczy przyjemne, żeby ktoś mógł robić rzeczy ważne i wielkie. Ktoś musi leżeć na kanapie, żeby biegać mógł ktoś…

Zegar, kiedy się spieszy, jest bezużyteczny. A człowiek?…

Noworocznie

Będzie lepszy. Zresztą… oby nie był gorszy. Czego Wam życzyć? Może powtórzę za moim kolegą Staszkiem:
Zdrowia, bo to ważne. Miłości, bo to niezbędne. Sukcesów, bo to potrzebne. Spokoju, bo to rzadko spotykane…

Szczęśliwego Nowego Roku!

Dla zdrowotnosci

Żyję. Biorę leki, śpię, oglądam telewizję. Na przykład teleturniej:
PYTANIE PROWADZĄCEGO:
W którym stuleciu urodził się człowiek, który w 1612 roku skończył 14 lat?
ODPOWIEDŹ UCZESTNIKA:
W IX.
No i kto zaprzeczy edukacyjnej misji telewizji?…

Choroba chorobą, a elegancka kolacja z własnoręcznie zwijanym sushi zawsze poprawia samopoczucie. Mam się leczyć, a nie umartwiać… W końcu to przedostatni wieczór roku…

Domowy oddział zakaźny

Lekarz rodzinna nie miała wątpliwości: ospa wietrzna. Katar i gorączka to typowe objawy tej choroby. Ze zdziwieniem obejrzała plastyczne popisy doktora Modzelewskiego, receptę kazała mi wyrzucić. Przepisała normalne leki i wysłała na 2 tygodnie do domu.

Czy ja wspominałam, że jestem już zdrowa i 3 stycznia wracam do pracy? To żartowałam…

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.